6 sierpnia w naszym biurze nie było oficjalnego programu z podziałem na punkty, lecz stół, kawa i kilka godzin rozmowy z przedstawicielami Fundacji Eduarte, którzy przyjechali zapytać, jak wygląda praca z młodzieżą w regionie, który przechodzi przez coś więcej niż zamykanie kopalń.

Punktem wyjścia była Akademia Młodych Liderów i Liderek, ale rozmowa szybko wyszła poza slajdy prezentacji. Mówiliśmy o M-labie, o tym jak młodzi ludzie dziś reagują na przestrzeń, w której mogą coś realnie zrobić, zamiast tylko wysłuchać kolejnego wykładu o aktywności obywatelskiej. I o tym, czego ta przestrzeń wymaga od organizacji, która ją tworzy.

Rozmawialiśmy na temat trudny, który rzadko pojawia się w oficjalnych sprawozdaniach. Jacy są dzisiejsi nastolatkowie, z czym się mierzą, jakie kompleksy noszą i dlaczego tak cięzko czasem wyciągnąć ich z telefonu na spotkanie, które ma im pomóc. Nie ma tu jednej recepty. Mamy za to doświadczenie z pierwszej edycji Akademii, gdzie część uczestników zaczynała nieśmiało, a kończyła na scenie Forum , prezentując własny projekt.

Rozmawialiśmy też otwarcie o stronie, której nikt chętnie nie pokazuje na zewnątrz. O tym, jak wygląda realizacja projektu od środka, kiedy trzeba pogodzić harmonogram grantu z tym, że nastolatek ma egzaminy, pracę wakacyjną albo po prostu gorszy tydzień. O biurokracji, która potrafi zjeść więcej energii niż sama praca z młodzieżą. O tym, że NGO działające w małym mieście ma inne ograniczenia niż fundacja z dużego ośrodka, i że warto to nazwać wprost, zamiast udawać, że wszystkie organizacje grają w tej samej lidze.

Eduarte przyjechało z pytaniami o transformację regionu i tożsamość lokalną. Wyjechało, mając więcej niż odpowiedzi z prezentacji. Tego typu rozmowy rzadko kończą się konkretnym ustaleniem spisanym na papierze. Częściej zostaje z nich coś innego: świadomość, że ktoś inny mierzy się z bardzo podobnymi problemami, kawałek Polski dalej.